Lux perpetua

September 20th, 2007

Nienawidzę trylogii. Żeby być dokładnym, nienawidzę również wszelkich dylogii, tetralogii, pięcioksięgów i wszystkich innych cykli zajmujących więcej niż jeden tom. Pod warunkiem jednak, że mi się dany cykl podoba. Cóż, może i jestem człowiekiem cierpliwym, ale czekanie rok czy dwa aż poznam dalsze losy bohaterów, których zdążyłem polubić, jest istną torturą. I jest to jeden z niewielu zarzutów, które mogę postawić Andrzejowi Sapkowskiemu. Dwa lata przerwy między poszczególnymi tomami cyklu o Reinmarze z Bielawy, to jak dla mnie szmat czasu. Mistrzu, błagam, proszę tego więcej nie robić…

Ale cóż, pocierpiał, zacisnął zęby i w końcu się doczekał. A było na co czekać. Minęły cztery lata od czasu wydania Narrenturm. Również w powieści, już czwarty rok Reynevan błąka się po Śląsku i Czechach, biorąc czynny i bierny udział w wojnach husyckich. Wciąż przejawia talent do pojawiania się w centrum najważniejszych wydarzeń, a że, bądź, co bądź, czasy mamy historyczne, to dzieje się dużo i szybko. W Lux perpetua panicz von Bielau prowadzi poszukiwania ukochanej, swym zwyczajem ładując się w multum tarapatów, Szarlej wojuje i swym zwyczajem udziela wielu dobrych rad, Samson zaś prowadzi filozoficzne rozważania i swym zwyczajem cytuje Dantego. A wokół nich trwa wojna między dobrymi Czechami i złymi sługami bestii babilońskiej.

Akcja toczy się wartko, bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, znajdują sojuszników, przysparzają sobie wrogów, inaczej mówiąc, powieść ta nic nie straciła ze swego uroku. Zasmuciło mnie jedynie lekkie odsunięcie w cień kompanów Reinmara. Ten ostatni częściej podróżuje samotnie, a szkoda, gdyż wszyscy razem stanowili niepowtarzalną zbieraninę. W porównaniu do Narrenturm i Bożych bojowników więcej też mamy opisów z miejsc, w których nasi bohaterowie nie przebywają - przykładowo rozmów Birkarta z biskupem Konradem, czy przygód inkwizytora Grzegorza Hejnczego. W żadnym wypadku nie jest to jednak zarzut, dzięki temu czytelnik ma pełniejszy wgląd w sytuację i możliwość poznania racji obu stron. Jest to też chyba najbardziej ponura z wszystkich trzech części, postacie przechodzą ewolucję zapoczątkowaną już w tomie drugim, na dobre czy na złe, wszyscy się zmieniają. Przyznam też, iż były takie momenty, gdy robiło mi się trochę smutno, w innych odkładałem na chwilę powieść i zastanawiałem się nad różnymi kwestiami. Ale i to mogę tylko zaliczyć na plus. Lux perpetua jest naprawdę godnym polecenia tytułem.

Zobacz inne wspisy

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.